ZWYCZAJNI – NIEZWYCZAJNI

Carlo Acutis i Pier Giorgio Frassati. Od dziś (o godzinie 10.00 w Watykanie rozpocznie się pod przewodnictwem Ojca Świętego Leona XIV Msza święta kanonizacyjna) nasi nowi święci… A może raczej: świętymi ogłoszeni, bo chwałę nieba przeżywają już od pewnego czasu. Dziś Kościół ogłasza to całemu światu i cały świat zaprasza do oddawania im czci.

Kim byli, kim są kanonizowani dziś młodzi? Obaj – Włosi, obaj urodzeni w XX wieku. Połączyli minione stulecie jakby klamrą. Piotr Jerzy żył u jego początku, a Karol to „pokolenie milenialsów”. W ich młodym życiu pełno było marzeń, pomysłów, energii, ale też... pełno Boga. Lubiani wśród rówieśników, pociągali kolegów świeżością swojej wiary. Dla dorosłych także byli świadkami. Wystarczy choćby wspomnieć rodziców Carla albo służącego w ich domu mężczyznę (Hindus), którzy patrząc na chłopca, przeżyli nawrócenie.

Spróbujmy w kilku słowach poznać ich trochę bliżej. Pier Giorgio to chłopak z Turynu. Tam się urodził w 1901 roku i tam, w wieku 24 lat, zmarł. Mimo, że całe życie mieszkał w mieście, często (i to już od dziecka) uczestniczył w górskich wycieczkach. Turyn leży na przedgórzu Alp, a że Piotr w górach zakochał się ogromnie, więc one właśnie stały się jego wielką pasją. We wspinaczce i oddychaniu powietrzem na szczytach potrafił odnaleźć ślady Boga. Bardzo dbał też o to, aby wychodząc w góry, zadbać o czystość swojego sumienia. Pewnego dnia, podczas jednej z wycieczek, wraz z kilkoma przyjaciółmi założył grupę o nazwie „Stowarzyszenie Ciemnych Typów”. Dewizą „klubu” stały się słowa: „Mało nas, ale dobrych jak makaron” (wł. Pochi ma buoni come i maccheroni). Nazwa i hasło dość ciekawe… może nawet humorystyczne. Jednak, jak potem wyznała Luciana, siostra Piotra Jerzego, pod żartobliwym statutem kryły wyższe cele – było to prawdziwe stowarzyszenie modlitwy. Inną charakterystyczną cechą Piotra była miłość do ubogich
i potrzebujących. Mimo że pochodził z zamożnej rodziny, służył biednym z ogromnym poświęceniem i jednocześnie jakby niepostrzeżenie. Widział w takich ludziach samego Boga, a otrzymując dar Eucharystii, pragnął wyrazić Jezusowi wdzięczność, służąc ubogim. Kiedy miał 24 lata, zaraził się od jednego ze swoich podopiecznych chorobą Heinego-Medina
i po kilku dniach zmarł. Odszedł... też jakby niepostrzeżenie, kiedy cała rodzina skupiona był przy umierającej babci. W tej trudnej sytuacji Giorgio starał się nie pokazywać, w jak ciężkim jest stanie, a gdy w końcu dokładnie zbadał go lekarz
i stwierdził paraliż narządów wewnętrznych, na uratowanie było już za późno. Odszedł do nieba 4 lipca 1925 roku. Ponieważ sam studiował inżynierię górniczą, dziś właśnie studenci upatrują w nim swojego patrona. Oprócz studentów pokochali go oczywiście miłośnicy gór, zaś Jan Paweł II nazwał Piotra Jerzego „człowiekiem ośmiu błogosławieństw”.

Drugi młody święty to Carlo Acutis. Być może niektórzy Czytelnicy, pamiętają, jak w naszym kościele przed kilku laty przeżywaliśmy piękne nabożeństwo dla dzieci i młodzieży o nazwie K2. Pochylaliśmy się wtedy nad życiem i świadectwem Karola Wojtyły (św. Jana Pawła II) i właśnie Karola Acutisa. Kim był 15-latek, nazywany dziś „influencerem Boga”? Urodził się w 1991 roku w Londynie, jednak niedługo potem zamieszkał z rodziną we Włoszech, w Mediolanie. Kiedy ogląda się zdjęcia małego i młodego Carla, nie ma się poczucia patrzenia na kogoś „z obrazka”. Lubił zwierzęta, piłkę nożną, jazdę na nartach i grę na saksofonie. Jego ogromną pasją było to, co dotyczyło komputera. Gdyby żył do dziś, prawdopodobnie pracowałby jako informatyk. Kto wie… być może też założyłby jakieś nowe medium, na miarę Facebooka, Tik-Toka albo Instagrama? Jeszcze jako mały chłopiec zaczął tworzyć wirtualną wystawę o… cudach eucharystycznych. Dlaczego taki temat? Wyjaśnienia należy szukać w sercu Carla. Był zwyczajnym włoskim dzieckiem. Jednocześnie wyróżniał się wiarą; miłością do Eucharystii, którą nazywał swoją autostradą do nieba; nabożeństwem do Matki Bożej, a także szczególnym wyczuleniem na potrzebujących. Jego duchowość jest o tyle wzruszająca, że nie miał w rodzicach świadectwa wiary
w Boga, Wręcz odwrotnie – to on dla nich stał się przykładem w tej kwestii. Skąd więc u małego Karola zamiłowanie
do Boga, do Jezusa Eucharystycznego, do tego, co święte? Ciekawe, że czerpał bardzo dużo od swojej opiekunki
i nauczycielki, która pochodziła z… Polski. Iskra, jaką pani Beata zapaliła w małym serduszku, zapłonęła ogniem miłości. Nawet w obliczu choroby i bliskiej śmierci, młody Karol dawał wielkie świadectwo wiary. Po diagnozie (białaczka) chorował bardzo krótko… jedynie kilka dni. Cierpienie ofiarował w intencji Ojca Świętego i za Kościół. Odszedł do nieba
12 października 2006 roku. Został pochowany w Asyżu, mieście ukochanego świętego Franciszka. Często tam zresztą bywał. Dziś patronuje szczególnie dzieciom i młodzieży oraz oczywiście informatykom.

Tyle z życiorysów… Na koniec pozostaje jeszcze pytanie: Czego mogą nas nauczyć dzisiaj kanonizowani młodzi? To pytanie z pewnością nadawałoby się na kolejny artykuł, bo niełatwo jest odpowiedzieć krótko. Niech puentą będą słowa innej świętej – Matki Teresy z Kalkuty: „Nie liczy się to, ile robisz, ale ile miłości wkładasz w to, co robisz”. Niezależnie od tego, ile mamy lat, patrząc na św. Karola i św. Piotra Jerzego, uczmy się po prostu świętości w codzienności.




Małgorzata Sar

do góry